sobota, 17 marca 2018

Kwiatki, kwiatuszki.


Kwiatki z poprzedniego wpisu - ze sznurka to nie moja bajka, powstały z potrzeby zabicia czasu, chociaż może i z ciekawości. Te, którymi chcę się pochwalić dzisiaj to po części również wynik zbyt dużej ilości wolnego czasu ale przede wszystkim wyzwanie dla mnie. Powstały z papieru czerpanego oraz akwarelowego. Papiery pomalowałam farbami akwarelowymi typowo szkolnymi, które przywiózł mi syn. Odrysowałam na nich różne kwiatki z wykrojników i ręcznie wycięłam je nożyczkami. Odrobina wody i zwijanie, miętoszenie i układanie - kwiatki prawie gotowe. Jeszcze tylko środki wypełnione pręcikami zrobionymi z foamiranu a potuszowane tuszami latarni morskiej. 
I oto kwiatki, z których jestem bardzo dumna. 
Dziękuję mężowi i synkom za dostarczenie do szpitala tych kilku rzeczy, bez których one by nie powstały. 
Zapraszam do obejrzenia zdjęć.







Mam nadzieję, że Wam również podobają się moje kwiatki. Zachęcam do tworzenia kwiatków własnoręcznie, satysfakcja gwarantowana 😁

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję, że jesteście.

9 komentarzy:

  1. Są niesamowite! Mnie ręcznie robione w ogóle nie wychodzą, nawet papierowe ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez mam problem z kwiatami.Twoje znakomite! Super,że nie tylko foamiran się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne efekty, to taka terapia zajęciowa w tym szpitalu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kwiatki są fantastyczne! Podziwiam talent!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne kwiaty. I cudne kolory.

    OdpowiedzUsuń